13 maja - rocznica objawień Matki Bożej Fatimskiej

13 maja obchodzimy ogólnoświatowe obchody 98 rocznicy objawień Matki Bożej w Fatimie, gdzie trójka pastuszków - co ciekawe, w obu rodzinach były to najmłodsze dzieci - została wybrana przez Niebo do uczestnictwa w wielkim i głębokim doświadczeniu nadprzyrodzonym: ukazania światu za pośrednictwem Matki Bożej najważniejszych prawd wiary katolickiej. Jak wiemy, przekaz ten był w Fatimie szczególnie wyrazisty i naglący.

"Znajdowaliśmy się w świetle, które jest Bogiem, a jednak nie spłonęliśmy" - powiedział dziewięcioletni Franciszek po objawieniu 13 lipca. "Kim jest Bóg? Nigdy nie ujmiemy Go w słowa". Franciszek był zatopiony w Najświętszej Trójcy, "prześwietlony tym blaskiem, które wypływało z Najświętszej Maryi Panny i przenikało do najgłębszych zakątków duszy". Licząca zaledwie siedem lat Hiacynta, złożyła podobne świadectwo: "Czasem wydaje mi się, że w moim sercu płonie ogień, ale mnie nie spala. Nigdy nie czuję zmęczenia opowiadając ludziom, jak nasz Pan i Matka Najświętsza ich kochają".

Dziewięćdziesiąt lat później Franciszek i Hiacynta znajdują się na progu kanonizacji. Kiedy Jan Paweł II ogłosił ich czcigodnymi Sługami Bożymi, a potem - 13 maja 2000 r. - zaliczył w poczet błogosławionych, Kościół po raz pierwszy w historii dał nam jasne świadectwo, że już małe dzieci mogą zrealizować powołanie, które jest udziałem każdego chrześcijanina - do bycia świętymi; ukazał także, że wypełnienie tego powołania dokonało się nie na skutek niezwykłych doświadczeń duchowych, które stały się ich udziałem, ale dzięki ich heroicznej wierności i gotowości na podjęcie wszystkiego, o co prosiła ich Matka Boża. Wspaniałe świadectwo ich życia stało się dla nas znakiem, że orędzie z Fatimy jest pewną drogą do osobistego uświęcenia i że dokonuje się ono pod matczyną opieką Maryi.

Przykład tych dzieci, pociągniętych na wyżyny świętości przez wcielonego Zbawiciela, który jest miłością i miłosierdziem, to nowa i przekonująca forma ewangelizacji, tak dziś potrzebna, by ratować rodziny chrześcijańskie zagrożone bezprecedensowymi niebezpieczeństwami, jakie wiążą się z atakiem na świętość ludzkiego życia. W tej walce ratunkiem posłanym z Nieba od Boga jest codzienne odmawianie Różańca - "Ewangelii na kolanach". Dowód skuteczności tego środka został nam dany po 1917 r. w Portugalii, kiedy tamtejszy Kościół w cudowny sposób podniósł się po czasach prześladowań. Teraz Różaniec może przezwyciężyć kryzys wiary i narastającą grozę zła w społecznościach Zachodu; jeśli tylko weźmie go do rąk wystarczająco dużo ludzi.

Jan Paweł II uczył, że odmawiając Różaniec i rozważając jego tajemnice, otrzymujemy obfite łaski i wchodzimy w żywą wspólnotę i prawdziwe zjednoczenie z Jezusem przez - możemy tak powiedzieć - Serce Jego Matki. W ten sposób przyzywamy pełnię mocy Boga, by ratować dusze od grzechu i zła i by postawić je na drodze uświęcenia. Dlatego Różaniec jest, zaraz po Mszy Świętej, najskuteczniejszym narzędziem zbawienia. Wiemy już, dlaczego Najświętsza Pani tak bardzo nalegała w Fatimie, aby go odmawiać. Dodajmy, że Różaniec mogą odmawiać w każdym czasie i w każdym miejscu dzieci, dorośli i osoby w podeszłym wieku.

Uczcijmy 98. rocznicę objawień, otwierając serca na wzór dzieci fatimskich, by przyjąć i wprowadzić w życie plan Boży - ten sam, który błogosławieni pastuszkowie otrzymali przez Niepokalane Serce Matki. Kiedy Maryja powiedziała Franciszkowi, że pójdzie on do Nieba, ale najpierw musi odmówić wiele Różańców, chłopiec, daleki od narzekania, z radością zawołał: "O moja kochana Matko Boża! Odmówię tyle Różańców, ile tylko zapragniesz!". Trzeba nam z uwagą wsłuchać się w słowa Franciszka, skoro Jezus ostrzegał, że kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten do niego nie wejdzie (por. Łk 18, 17).

Historia uczy nas, że Matka Najświętsza obdarza pokojem przez Różaniec. Jest jednak pewien warunek: Jej życzenie musi spełnić wystarczająca liczba ludzi. Przed pięćdziesięciu dwoma laty katolicka Austria doświadczyła niebieskiej interwencji Matki. Cud stał się udziałem tego narodu po tym, jak pewien franciszkanin zdołał zachęcić dziesięć procent mieszkańców Austrii do odmawiania Różańca w intencji pokoju w ojczyźnie. Owoce ich modlitwy przerosły najśmielsze oczekiwania. 13 maja 1955 r. komunistyczne władze z Moskwy dobrowolnie wyraziły zgodę na wycofanie Armii Czerwonej z terytorium Austrii, co dokonało się bez jednego wystrzału. Nic podobnego nie wydarzyło się nigdy w całej historii Związku Sowieckiego.

Interwencja Maryi, mająca na celu ocalenie świata od wojen oraz od moralnego i duchowego kryzysu jest dziś bardziej potrzebna niż w jakichkolwiek innych czasach. Kiedy wzywamy Ją i prosimy o wypełnienie Jej obietnic, korzystajmy ze środków, jakie sama nam dała w Różańcu. Dziś potrzeba dziesięciu procent katolików na świecie, czyli stu milionów ludzi gotowych poświęcić się codziennemu odmawianiu modlitwy różańcowej. Czy mówimy o rzeczach niemożliwych? Czy współczesny Kościół nie jest w stanie sięgnąć po różaniec?

W dniu 13 października w sanktuarium w Fatimie została oddana do użytku nowa świątynia pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej. Jest w niej blisko siedem tysięcy miejsc siedzących. Ta niewyobrażalna liczba ma dawać świadectwo o mocy Maryi zdolnej pociągnąć ludzi do sakramentalnego zjednoczenia z Jej Synem. Zaś fragment grobu św. Piotra, ofiarowany Fatimie przez Jana Pawła II, ma być czytelnym znakiem zgodności orędzia fatimskiego z misją Kościoła, któremu Bóg zlecił współpracę w dziele zbawienia dusz.

Tytuł świątyni przywołuje na pamięć oglądaną przez Siostrę Łucję 13 lipca 1929 r. wizję Trójcy Świętej, wizję, w której Bóg ukazał głębię zjednoczenia Matki Najświętszej i Trzech Osób Boskich. Warto zwrócić uwagę na fakt, że podczas tej wizji padła prośba o poświęcenie Rosji, by uratować ją od błędów, które doprowadziły do najbardziej okrutnego w historii prześladowania chrześcijan. Znaczące, że to dzieło łaski i miłosierdzia miało zostać zrealizowane przez Trójcę Przenajświętszą za pośrednictwem Niepokalanego Serca Dziewiczej Matki.

Po poświęceniu Rosji 25 marca 1984 r., do tej pory niczym niepowstrzymany marsz militarny Związku Sowieckiego został przerwany, a prześladowania ustały. Wszystkie te zmiany dokonały się pokojowo od wewnątrz - był to znak potęgi wstawiennictwa Maryi. Dodajmy, że prezydent Gorbaczow ogłosił rozwiązanie imperium sowieckiego w dniu narodzin Zbawiciela z Dziewicy, 25 grudnia 1991 roku.

Choć jesteśmy świadkami cudownych transformacji w Europie, Kościół jest poważnie osłabiany przez uwodzące połączenie materializmu, sekularyzmu i polityki przeciwstawiającej się życiu. Unia Europejska zaproponowała nawet konstytucję, która otwarcie wyrzeka się chrześcijańskich korzeni Europy i jest formą apostazji. Są to błędy będące następstwem zaprzeczenia i odrzucenia Boga, przed czym ostrzegała Matka Najświętsza oraz Jan Paweł II.

Wypełnienie próśb Matki Bożej przez Jana Pawła II pokazuje, że gdy Kościół pójdzie za jego przykładem, "na koniec" podniesie się na nowo i zajaśnieje świętością. Dlatego Benedykt XVI wyraził nadzieję, że przesłanie z Fatimy "będzie coraz pełniej przyjmowane, rozumiane i wprowadzane w życie każdej wspólnoty". Ofiarujmy naszą modlitwę, pokutę i ofiarę, by stało się to jak najszybciej. Wówczas świat doświadczy miłosiernej miłości Boga i zapanuje w nim na pewien czas pokój obiecany w Fatimie przez Jego Matkę.

Najbardziej bolesny wydarzeniem w tym dniu to zamach na życie Jana Pawła II, który nastąpił 13 maja 1981 roku na Placu Świętego Piotra w Rzymie, dokonany przez tureckiego zamachowca Ali Agcę. Zamach ten miał miejsce dokładnie w 64 rocznicę objawień w Fatimie.

Na Placu Świętego Piotra znajdowała się tego dnia figura Matki Boskiej Fatimskiej, która przyjechała z pielgrzymami na audiencję generalną do Papieża.

Po zamachu, w którym Ojciec Święty został postrzelony w brzuch i bardzo cierpiał, lecz jadąc do szpitala; wg relacji osobistego sekretarza ks. abp. Stanisława Dziwisza cały czas powtarzał krótkie modlitwy „Maryjo Matko Moja”, gdyż Matka Boża miała bardzo duże znaczenie w Jego życiu.

 34 lata temu - Plac Świętego Piotra - Audiencja Generalna

Na Plac Świętego Piotra w Watykanie przybywa tysiące wiernych. 13 maja bowiem odbywa się audiencja z udziałem papieża Jana Pawła II. Pielgrzymów jest jednak znacznie więcej niż zwykle, ponieważ jest to rocznica objawień fatimskich. Wierni cierpliwie czekają na przybycie papieża. Zaludniają się zwłaszcza sektory, przez które ma przejeżdżać papież i pozdrowić pielgrzymów.

Wśród oczekujących są wierni z całego świata, a najwięcej jest Hiszpanów, Francuzów, Polaków oraz Filipińczyków, nawet kilku Turków. Nic nie zapowiada dramatycznych wydarzeń - wszystko odbywa się zgodnie z planem i wygląda "jak zwykle".

Już widać zbliżające się papieskie papamobile, które powoli wjeżdża na Plac Świętego Piotra. Ukochany przez wiernych papież jest świetnej formie - uśmiechnięty, jak zwykle daje tłumowi znaki ręką. Papież bierze na ręce małą dziewczynkę, po czym oddaje ją rodzicom. Jest godzina 17.19. Nagle padają strzały. Papież, który jeszcze chwilę temu pozdrawiał tłumy został postrzelony w brzuch, palce prawej ręki oraz łokieć. Jan Paweł II opada w ramiona swojego sekretarza ks. Stanisława Dziwisza i w ciągu kilku minut zostaje przewieziony do rzymskiej klinki Gemelli.

Na Placu Świętego Piotra zalega przerażająca cisza - ludzie stoją osłupieni i zdumieni. Przerywa ją dopiero krzyk zakonnicy, która zauważyła szczupłego mężczyznę trzymającego w ręku pistolet. - To ty! - krzyczała siostra Letycja. Zakonnica rzuciła się na stojącego obok niej mężczyznę i powaliła go na ziemię. Strzały do Jana Pawła II oddał 23-letni Turek, Mehmet Ali Agca. Chwilę później aresztowany przez karabinierów.

Okazuje się, iż stan Jana Pawła II jest krytyczny. Pierwsza z kul trafiła w prawą rękę papieża, druga uderzyła w palec wskazujący i przeszyła brzuch rozszarpując wnętrzności. W dziwny, niewytłumaczalny sposób zmieniła tor lotu i zamiast przebić kręgosłup trafiła w bok. Przez 6 godzin lekarze w rzymskim szpitalu Gemelli walczą o uratowanie życia papieża.

Wiadomość o zamachu na Jana Pawła II wydawała się w tamtych dniach nieprawdopodobna i sparaliżowała wszystkich. Strzały, które padły na Placu Świętego Piotra przeraziły katolików na całym świecie. W Polsce informacja o próbie zabicia papieża wywarła ogromne powszechne przygnębienie oraz smutek.

Ta dramatyczna wiadomość rozpętała lawinę spekulacji na temat powodów, którymi kierował się zamachowiec. Już w pierwszych dniach po tym wydarzeniu padały twierdzenia, iż w napiętym czasie zimnej wojny usunięcie z Watykanu papieża Polaka było w interesie wielu osób.

Ali Agca po aresztowaniu od razu przyznał się do winy. Złożone przez niego zeznania były jednak wyjątkowo niespójne. Turek przedstawiał około 120 wersji wydarzeń, które dla włoskiej prokuratury były niewiarygodne. Z nieukrywaną dumą jednak podkreślał swoją przynależność do Szarych Wilków - skrajnie prawicowej organizacji terrorystycznej, która zajmowała się przemytem broni i narkotyków. Było jednak oczywiste, że zamachowiec należący do takiej organizacji nie mógł działać sam. Nie wiadomo jednak ostatecznie, kto stał za zamachem na Jana Pawła II.

By ustalić, kto zlecił zamach na papieża, przeprowadzono aż trzy śledztwa, wytoczono dwa procesy i niestety niczego nie wyjaśniono. Nie udało się nawet ustalić, ilu zamachowców było, 13 maja na placu św. Piotra i ile strzałów padło. Pozostają jedynie domysły, tropy. Żaden z nich nie doprowadził do rozwiązania tej największej zagadki dwudziestego wieku.

Rzymski sąd nie miał jednak żadnych wątpliwości, co do winy Alego Agcy. Turka skazano na dożywocie. Wyrok był egzekwowany w silnie strzeżonym więzieniu w Marino di Tronto.

Prasa na całym świecie szeroko rozpisywała się na temat wydarzeń z dnia 13 maja 1981 roku. Dla jednych Agca był zimnym, bezwzględnym egzekutorem, inni zaś uważali go za szaleńca, który nie miał świadomości swoich czynów. Jednak żadne spekulacje nie broniły Alego Agcy. Na szczęście Jan Paweł II powrócił do zdrowia.

 

Wybaczenie

W 1983 roku Jan Paweł II odwiedził Alego Agcę w więzieniu i wybaczył mu. Papież traktował zamach w kategoriach mistycznych. Uważał, iż nie przypadkiem zamach wydarzył się w rocznicę pierwszych objawień fatimskich. Nie miał żadnych wątpliwości, iż uratowała go Matka Boska.

Pocisk, który w papieskim samochodzie znalazł ks. Stanisław Dziwisz, papież Jan Paweł II ofiarował sanktuarium w Fatimie, gdzie wotum ozdobiło koronę figury Matki Boskiej Fatimskiej.

Historia Objawień Maryjnych:

13 maja 1917 roku Łucja (10 lat), Franciszek (9 lat) i Hiacynta (7 lat) pasa stado w Cova Da Iria, w parafii Fatima. Około południa, po odmówieniu różańca, jak to czynią zazwyczaj, wracają do swoich zabaw. Nagle widza błysk światła podobny do błyskawicy. Chcą odejść, lecz druga błyskawica rozświetla miejsce, w którym sie znajdują. A po chwili spostrzegają na szczycie młodego, zielonego dębu, "Panią jaśniejąca mocniej niż słońce". W rękach trzyma biały różaniec. Pani mówi do trojga pastuszków: "Nie bójcie się, przychodzę z Nieba... Przyszłam prosić was o to, abyście przychodzili tutaj każdego 13-tego, przez kolejne 6 miesięcy o tej samej godzinie. Później powiem wam kim jestem i czego oczekuje. Wy pójdziecie do Nieba. Ofiarujcie się Bogu, wyrazicie zgodę na wszystkie cierpienia jakimi zechce was doświadczyć, jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest znieważany i jako przebłaganie za nawrócenie grzeszników. Dużo wycierpicie, ale laska Boża będzie waszym wsparciem. Odmawiajcie codziennie różaniec za pokój dla świata i koniec wojny".

Przez kolejnych 5 miesięcy Pani stawia się na umówione spotkania. 13 czerwca wyjawia im, ze Franciszek i Hiacynta niebawem odejdą do Nieba, natomiast Łucja pozostanie jeszcze przez jakiś czas na ziemi, gdyż Jezus pragnie posłużyć się nią, aby przy jej pomocy ludzie poznali i pokochali Maryje. Wyjaśnia im, ze "On chce, aby świat obdarzał nabożeństwem moje Niepokalane Serce; tym, którzy z wiara to przyjmą obiecuje zbawienie." 13-tego lipca prosi ich o kontynuowanie codziennego odmawiania różańca. "Poświęcajcie się i często powtarzajcie: O Jezu to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i zadośćuczynienie za grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi..." Zapowiada: "Wojna skończy się. Jednak jeśli ludzie nadal będą znieważać Boga, zacznie się druga, jeszcze gorsza. Aby jej zapobiec przyjdę poprosić o poświecenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu oraz o przyjmowanie zadość czyniącej komunii świętej w pierwsze soboty miesiąca. Jeśli moje prośby zostaną wysłuchane Rosja nawróci się. W przeciwnym razie jej błędy rozprzestrzenia się po świecie wywołując wojny i prześladowania Kościoła (...) Ojciec Święty dużo wycierpi, wiele narodów zostanie unicestwionych. Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty dokona poświecenia Rosji, która nawróci się..." Ponadto, wszystkim tym, którzy wierzą w objawienia, Pani obiecuje cud, który wydarzy się 13-tego października . Każde z objawieni trwa kwadrans i przyciąga coraz większe tłumy świadków.

Podczas szóstego objawienia wydarzył się wielki cud słoneczny, nazwany "tańcem słońca", oglądany przez 70 000 świadków. Został opisany przez ówczesne gazety następująco: "Słońce jest podobne do matowej, srebrnej blaszki i można patrzeć na nie bez najmniejszego trudu. Nie razi w oczy, nie oślepia. Można by powiedzieć, ze to zaćmienie. Słońce zadrżało, wykonało gwałtowne ruchy jakich nigdy dotychczas nie obserwowano, wykraczające poza wszelkie prawa kosmiczne... Słońce "tańczyło"..." Zjawiska tego nie zarejestrowało żadne obserwatorium astronomiczne - w związku z tym, nie można go nazwać naturalnym - a jednak zostało zaobserwowane przez tysiące osób - wierzących i niewierzących, dziennikarzy oraz przez ludzi, którzy znajdowali się w odległości wielu kilometrów, co dowodzi, ze nie było to zbiorowe przywidzenie. Przed tym cudem Maryja powiedziała: "Ja jestem Panią Różańca Świętego. Chce, aby w tym miejscu wzniesiono na moja cześć kaplice; aby nie zaprzestano codziennego odmawiania różańca; aby nie znieważano już Boga, naszego Pana..." W czasie tego objawienia u boku Matki Bożej stal święty Józef i Dzieciątko Jezus. Później, Najświętsza Panna ukazała się jeszcze Łucji (w 1925, 1926 i 1929 roku), aby prosić ja o obchodzenie pierwszych sobót miesiąca - odmawiając Różaniec, spowiadając się i przyjmując Komunie święta w intencji naprawienia zniewag wyrządzonych Niepokalanemu Sercu Maryi.

Od 1917 roku tysiące pielgrzymów z całego świata nie przestaje nawiedzać Cova da Iria. Przez cały rok, każdego dnia przybywają, żeby modlić się w tym miejscu. Jest ich około czterech milionów rocznie! Najsławniejszym spośród pielgrzymów był Ojciec Święty. Jan Paweł II przybył do tego sanktuarium dwukrotnie: 13 maja 1982, aby podziękować Najświętszej Pannie za to, ze rok wcześniej, w czasie zamachu na placu Świętego Piotra, uratowała mu życie i 13 maja 1991, w dziesiąta rocznice tego zamachu. Podarował Matce Bożej Fatimskiej kule, która została wyjęta z jego ciała w czasie operacji po zamachu. Kula ta została umocowana w koronie figury Maryi, ofiarowanej w 1946 roku przez portugalskie kobiety w podziękowaniu za wyzwolenie ich ojczyzny.

TAJEMNICE FATIMSKIE

(w redakcji dokonanej przez siostrę Łucję w Trzecim Wspomnieniu z 31 sierpnia 1941, przeznaczonej dla biskupa Leirii-Fatimy)

 

Będę musiała przeto coś z tajemnicy powiedzieć i dać odpowiedź na pierwsze pytanie.

 

Co jest z tą tajemnicą? Wydaje mi się, że mogę to powiedzieć, bo z nieba otrzymałam na to pozwolenie. Przedstawiciele Boga na ziemi pozwolili mi na to już wiele razy i w wielu listach. Sądzę, że jeden z nich znajduje się

u księdza Biskupa. Napisany został przez księdza Jose Bernardo Goncalves, który mi każe napisać do Ojca Świętego. Jeden punkt w tym liście odnosi się do wyjawienia tajemnicy. Już o tym mówiłam, ale aby nie przedłużać tego pisma, które miało być krótkie, ograniczyłam się do tego, co najkonieczniejsze, zostawiając resztę (jeśli Bóg pozwoli) na lepszą okazję.W drugim piśmie opisałam już wątpliwości, które mnie dręczyły od 13 czerwca do 13 lipca, a które całkowicie znikły w czasie tego ostatniego widzenia. A więc tajemnica składa się z trzech odmiennych części. Z tych dwie teraz wyjawię:

Pierwszą więc była wizja piekła.

„Pani Nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi, widzieliśmy w tym morzu demony i dusze jakby były przezroczystymi czartami lub brunatnymi żarzącymi się węgielkami w ludzkiej postaci. Unosiły się w pożarze, unoszone przez płomienie, które z nich wydobywały się wraz z kłębami dymu. Padały na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, bez wagi, w stanie nieważkości, wśród bolesnego wycia i rozpaczliwego krzyku. Na ich widok można by ogłupieć i umrzeć ze strachu. Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych, nieznanych zwierząt. Lecz i one były przejrzyste i czarne. Ten widok trwał tylko chwilę. Dzięki niech będą Matce Najświętszej, która nas przedtem uspokoiła obietnicą, że nas zabierze do nieba (w pierwszym widzeniu). Bo gdyby tak nie było, sądzę, że bylibyśmy umarli z lęku i przerażenia.

 

Następnie podnieśliśmy oczy ku naszej Pani, która nam powiedziała z dobrocią i ze smutkiem:

„Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby ich ratować, Bóg chce ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Jeśli zrobi się to, co ja wam mówię, wiele dusz zostanie uratowanych, nastanie pokój na świecie. Wojna się skończy. Ale jeżeli się nie przestanie obrażać Boga, to za pontyfikatu Piusa XI rozpocznie się druga, gorsza. Kiedy ujrzycie noc oświetloną przez nieznane światło, wiedzcie, że to jest wielki znak, który wam Bóg daje, że ukarze świat za jego zbrodnie przez wojnę, głód i prześladowania Kościoła i Ojca Świętego. Żeby temu zapobiec, przyjdę, by żądać poświęcenia Rosji memu Niepokalanemu Sercu i ofiarowania Komunii św. w pierwsze soboty na zadośćuczynienie. Jeżeli ludzie me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Sprawiedliwi będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych, na koniec zatriumfuje moje Niepokalane Serce. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci, a dla świata nastanie okres pokoju.”

Druga tajemnica: Niepokalane Serce Maryi

„Druga tajemnica odnosi się o nabożeństwa Niepokalanego Serca Maryi. Jak już poprzednio mówiłam, Nasza Pani 13 czerwca 1917 r. zapewniła mnie, że nigdy mnie nie opuści i że Jej Niepokalane Serce będzie zawsze moją ucieczką i drogą, która mnie będzie prowadziła do Boga. Mówiąc te słowa, rozłożyła swe ręce i przeszyła nasze serca światłością, która z nich płynęła. Wydaje mi się, że tego dnia to światło miało przede wszystkim utwierdzić w nas poznanie i miłość szczególną do Niepokalanego Serca Maryi, tak jak to było w dwóch innych wypadkach odnośnie do Boga i do tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Od tego dnia odczuliśmy w sercu bardziej płomienną miłość do Niepokalanego Serca Maryi.”

 

Trzecia część tajemnicy wyjawionej 13 lipca 1917 w Cova da Iria

„Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego Biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.

 

Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Naszej Pani nieco wyżej Anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Naszej Pani w jego kierunku; Anioł wskazując prawą ręką ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta! I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: „coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim” Biskupa odzianego w Biel „mieliśmy przeczucie, że to jest Ojciec Święty”. Wielu innych Biskupów, Kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki Krzyż zbity z nieociosanych belek

jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni Biskupi Kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji. Pod dwoma ramionami Krzyża były dwa Anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew Męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.Tuy-3-1-1944.”

Napisał Grupa Aktualizacyjna          

Stronę odwiedziło 2097456 osób.
realizacja 2011: studio fabryka